Pokazywanie postów oznaczonych etykietą włosy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą włosy. Pokaż wszystkie posty

sobota, 14 grudnia 2013

Bioelixire, Argan Oil Serum



Ochrona włosów, zwłaszcza zimą, to nie lada wyzwanie. Dlatego sprawdzam, próbuję, testuję, kombinuję. Około półtora miesiąca temu rozpoczęłam swoją przygodę z...

Bioelixire, Argan Oil Serum


Wizualnie…
Niewielkich rozmiarów buteleczka, wykonana z przezroczystego plastiku, który pozwala nam kontrolować ubytek produktu. Sam otwór jest dość duży, pozbawiony jakiekolwiek dozownika, przez co łatwo wydobyć zbyt dużą ilość produktu.

Producent obiecuje…
Nadaje połysk, likwiduje matowość. Działa przeciwstarzeniowo, pows­trzymuje wolne rodniki, nawilża i napina skórę. Zapobiega rozdwajaniu się włosów i nadaje im miękkość. Wzbogacony o olejek jojoba i słonecznikowy.

Skład:
Cyclopentasiloxane, Dimethicone, Dimethiconol, Caprylic/Capric Triglyceride, Parfum (Fragrance), Linalool, Limonene, Argania Spinosa Kernel Oil, Benzophenone 3, Simmondsia Chinensis Oil (Simmondsia Chinensis (Jojoba) Seed Oil), C.I. 26100 (D&C Red n°17), C.I. 47000 (D&C Yellow n°11), Butylene Glycol, Heliantus Annuus Seed Extract (Heliantus Annuus (Sunflower) Seed Extract), C.I. 61565 (D&C GREEN 6)
ACTIVE PRINCIPLES: ARGAN OIL, JOJOBA OIL, SUNFLOWER EXTRACTS

 

Moim zdaniem…
Serum Argan Oil nakładam codziennie po umyciu włosów na wilgotne jeszcze końcówki. Wylanie niewielkiej ilość produktu w zakłębienie dłoni nie jest takie proste, jakby się mogło wydawać. Jednak ćwiczenie czyni mistrza i obecnie nie mam już z tym problemów. Gdy produkt jest już w odpowiedniej ilości rozprowadzam go w dłoniach, a później wgniatam w końcówki. Dopiero później suszę włosy lub czekam aż same wyschną. Nie nakładam serum na suche już włosy. Odnoszę wtedy wrażenie, że są pozlepiane i ciężkie, zaś w przypadku aplikacji na wilgotne włosy, efekt jest o wiele przyjemniejszy. Włosy ładnie się błyszczą i są jedwabiście miękkie. Natomiast problem plączących się włosów, u mnie nie został rozwiązany.

 
Zapach serum jest słodkawi, nieco ciężki i dość długo utrzymujący się na włosach. Mi kojarzy się z wanilią. I o ile podczas chłodnych miesięcy zupełnie mi to nie przeszkadza, podejrzewam, że latem, będę miała już nieco mniej pozytywne odczucia na jego temat.
Produkt jest wydajny. Przy codziennym stosowaniu, buteleczka o pojemności 20 ml wystarczyła mi na około miesiąc, więc myślę, że nie jest to zły wynik. Trochę sobie tylko pluję w brodę, że tak dałam się oszukać nazwie. Olejek arganowy rzeczywiście pojawia się w składzie, szkoda tylko, że dopiero na ósmym miejscu, dopiero po substancji zapachowej. Zaś na pierwszych miejscach brylują silikony. Lekkim pocieszeniem jest to, że pojawia się także olej jojoba i z nasion słonecznika, jednak dopiero na półmetku listy składników.

Gdzie i za ile?
Ja swoje 20 ml opakowanie kupiłam w Rossamannie za około 5 złotych podczas promocji. Firma ma w swojej ofercie także opakowania 50 ml z pompką ułatwiającą aplikację.

niedziela, 17 listopada 2013

Garnier Fructis Oleo Repair 2 w 1



Garnier Fructis Oleo Repair 2 w 1


Wygląd
Butelka wykonana z żółtego (optymistycznego) plastiku z zamknięciem na klik.

Garnier Fructis opracował formułę zawierającą ultradelikatne i ultralekkie olejki z owoców. Wnikają one do wnętrza włosa, aby naprawić wewnętrzne mikroubytki. Rezultat: włosy są dogłębnie odbudowane i zregenerowane, promienieją zdrowiem, zapewniają nieskończoną miękkość i naturalność.

Skład

Moim zdaniem…
Szampon bardzo dobrze oczyszcza włosy czyli spełnia swoje podstawowe zadanie. Dodatkowo, podczas używania go, może rozkoszować się jego przyjemnym słodko – owocowym zapachem.
Zdaniem producenta, produkt odbudowuje, upiększa, dogłębnie odżywia. Ciężko mi powiedzieć, czy moje włosy zostały odbudowane, upiększone czy odżywione. Jedno jest pewne, włosy zyskały nieco więcej blasku, niż miały dotychczas.  Dodatkowo gładkość powoduje, że mam ochotę ich dotykać. Jednak to nie zasługa samego szamponu. Efekt wzmaga moja odżywka (z innej serii), niemniej jednak szamponowi zasług odmówić nie można. 


Gdzieś w litanii składu można doszukać się olejków, którymi chwali się producent. Plus za to, że to nie gołosłowność. Szkoda zaś, że olejki nie pojawiają się wyżej w hierarchii wartości.
Wiele osób zarzuca mu przyśpieszanie przetłuszczania włosów. Ja tego u siebie nie zauważyłam, ale muszę zaznaczyć, że włosy myję codziennie. Natomiast nawet po całym dniu, jest lepiej niż okej. 


Ile zapłacę?
Ja za swoją 400 ml butelkę zapłaciłam około 10 zł. 

poniedziałek, 28 października 2013

wrześniowo - październikowe denko



Zapraszam za wrześniowo – październikowe denko…

Włosy
Kallos, Maska keratynowa z proteinami mleka i jedwabiu. Obszerną recenzję tego produktu możecie znaleźć tu. Cena oraz działanie powodują, że z przyjemnością wrócę do tej maski do włosów.
Biovax Med., Dermoemulsja 2w1 do Mycia Ciała i Włosów. Zdecydowałam się na jej zakup w związku z podrażnioną skórą głowy. Produkt stosowałam tylko do mycia włosów, także nie mogę ocenić go w kategoriach oczyszczania skóry ciała. Średnie efekty oraz cena (15,99 za 200 ml) nie skuszą mnie do ponownego zakupu.
Bambino. Szampon z witaminą B3. Tym, co zaważyło na decyzji zakupu tego szamponu był skład, w którym nie pojawia się uczulający mnie Cocamidopropyl betaine. Dobre oczyszczanie, miły zapach oraz przyjemna cena. Z pewnością zostaniemy ze sobą na dłużej. W łazience pojawiła się już kolejna buteleczka.
Johnson’s baby, Szampon z rumiankiem. W składzie tego produktu również nie pojawia się Cocamidopropyl betaine. Sądzę, że będę te szampony stosować zamiennie, bo oba mi odpowiadają. Warto jednak zwrócić uwagę, że nie wszystkie warianty zapachowe Johnson’a nie zawierają Cocamidopropyl betaine.
Biosilk, Silk Therapy. Recenzja tego jedwabiu już pojawiała się na blogu. Jest on moim ulubieńcem i z pewnością będę do niego wracała.



Ciało – oczyszczanie
Avon Senses, Żel pod prysznic Lagoon. Mój ulubiony wariant zapachowy, wśród avponowych czyścicieli. To właśnie zapach powoduje, że chętnie do niego wracam.
Yves Rocher, Żel pod prysznic o zapachu kwiatów Ylang-Ylang. W przypadku tego produktu, wabikiem także jest zapach. Gdy tylko pojawia się promocja, sięgam po niego z przyjemnością.
Alterra, Mydło w kostce pomarańcza. Po rekomendacji Iwetto, szukałam tego wariantu zapachowego długi czas. W końcu mi się udało. Teraz już nie kupuję innych kostek myjących.
Lactacyd Femina, Emulsja do higieny intymnej.  Mój zdecydowany faworyt wśród produktów do higieny intymnej. 


Ciało – nawilżanie
Soraya, Mleczko do ciała sceniczne, silnie ujędrniające, Anti – angening, 18 +. Produkt kupiony bez namysłu. Parafina w składzie, rzadka konsystencja, słabe własności nawilżające oraz lepki film, powodują, że z pewnością nigdy więcej po niego nie sięgnę. O własnościach ujędrniających można zapomnieć. Niestety, nie udało mi się wykorzystać go do końca, mimo to ląduje w koszu.
Dove, Intensywnie nawilżający krem do rąk.  Mimo sympatii do żeli pod prysznic tej marki, krem do rąk nie podbił mojego serca i pewnie już więcej go nie kupię.

Twarz
Dabur, Premium Rose Water. Obszerną recenzję wody różanej można przeczytać tu.Myślę, że najlepszą rekomendacją, jest kolejna buteleczka w mojej łazience.
BeBeauty, Micelarny żel nawilżający do mycia i demakijażu. Biedronkowe cudo, które zrewolucjonizowało oczyszczanie mojej twarzy. Po kolejne tubki sięgam mechanicznie. Cała recenzja do przeczytania tu.
Maybelline, Affinitone mineral, podkład do twarzy. Drogeryjny podkład, po który sięgam, aby podratować trochę swój budżet. I choć moje serce należy do mineralnego podkładu sypkiego z EDM, to Affinitone często ratuje mój portfel ;)

Mix
Rexona women. Antyperspirant, po który sięgam już chyba z przyzwyczajenia. Ochrona przed białymi śladami na ciemnych ubraniach oraz wygrana walka z nieprzyjemnym zapachem. Bez wątpienia szybko się nie rozstaniemy.
Simple beauty, Zmywacz do paznokci, Cytryna & zielona herbata. Mój faworyt już od kilku dobrych lat. Poświęciłam mu osobną recenzję. A od czasu naszego pierwszego spotkania, nie kupiłam już innego zmywacza do paznokci. 




środa, 23 października 2013

jedwabna terapia vol. 2



Niedawno pisałam o jedwabiu do włosów Biosilk. Wiem, że ten produkt wywołuje skrajne emocje. Dlatego postanowiłam, dla odmiany, przetestować inny produkt, nieco łagodniej przyjmowany przez włosomaniaczki.


Green Pharmacy, Jedwab w płynie


Wygląd

Plastikowa przezroczysta buteleczka z atomizerem zapakowana w kartonowe pudełeczko.


Co mówi producent?



Skład:


Moim zdaniem

Po rozpakowaniu kartonika, naszym oczom ukazuje się plastikowa, niewielkich rozmiarów buteleczka z pompką, ułatwiającą dozowanie produktu. Dodatkowo, przezroczyste ścianki pozwalają na kontrolowanie ubytku kosmetyku. 



Zapach jest sympatyczny, to określenie wydaje mi się najbardziej właściwe. Niby słodki, jednak nie nachalnie. Na włosach utrzymuje się bardzo krótko, a szkoda, bo z przyjemnością rozkoszowałabym się tą wonią przez kilka godzin. Konsystencja, ciężkawa, oleista, jednak nie powodująca szybszego przetłuszczania się włosów. Łatwo rozprowadzić ją na dłoniach, aby później wgnieść w końcówki włosów.

Jedwab nakładam po każdym myciu włosów (czyli codziennie), na mokre jeszcze końcówki. 

Jeśli chodzi o moje odczucia – nie widzę większej różnicy po stosowaniu Biosilku a jedwabiu Green Pharmacy. Wiele osób zwraca uwagę na obecność alkoholu w składzie tego pierwszego – mi nie zrobił jakiejkolwiek krzywdy. Włosy nie były przesuszone mimo ponad trzymiesięcznej kuracji.
Green Pharmacy oferuje nam olej z oliwki europejskiej, wyciąg z aloesu, olej z kiełków ryżu, olej sasankowy oraz z orzeszków piniowych. To naprawdę przekonująca drużyna. Niestety, pojawia się także benzyl alkohol, pozyskiwany z ropy naftowej lub smoły węglowej. Całe szczęście, że to już finisz składu, więc należy liczyć, że jego ilości są śladowe…



Ile zapłacę

Za buteleczkę o pojemności 30 ml – 8-10 złotych.